Od pierwszego do ostatniego – historia moich telefonów komórkowych

Trafiłam dzisiaj przypadkiem na bloga z 2010 roku, gdzie ktoś zastanawiał się, który telefon wybrać. W końcu zdecydował się na jakiegoś LG i dumnie prezentował jego funkcje – możliwość oglądania video i manualnego obrócenia ekranu. Ekranu, który nawet nie miał 100 x 100 pikseli albo niewiele ponad to. I pomyślałam sobie – kurczę 6 lat, to było 6 lat temu! Ja swój pierwszy telefon miałam jakieś 15. To były TE czasy, kiedy małe było piękne. Czasy wymiennej obudowy, polifonicznych dzwonków i kolorowego wyświetlacza. Mój pierwszy telefon taki miał. Wyświetlacz był koloru pomarańczowego.

Mój pierwszy telefon – Alcatel OT 311

Moim pierwszym telefonem był Alcatel OT 311 z wymienną, kolorową obudową. Byłam wtedy w gimnazjum i Tomek miał ten sam model z czerwoną obudową. Mi niestety trafiła się srebrna. Strasznie mu tego zazdrościłam. Alcatel OT 311 kosztował mnie sporo oszczędzania kieszonkowego, ale lubiłam go. W dobie SMS-ów za 60 groszy i Idei zamiast Orange. Wiecie, że moja mama nosi tę kartę z Idei do dziś, już w swoim smartfonie? 15 lat minęło! Miał funkcję polifonicznych dzwonów i możliwość tworzenia własnych – własne kompozycje zajmowały mi sporo czasu. 😉

Źródło: chip.de

Siemens C65 – przyszedł czas na kolor, więcej koloru

Przeskok miałam dość niezły. Z jednokolorowego Alcatela, przeniosłam się na Siemensa C65, który miał 64k kolorów. Nieźle. On naprawdę był kolorowy! A wiecie co to znaczy? Że miał aparat! Aparat o matrycy 0,1 Mpx, który robił całkiem niezle zdjęcia. Jego cechą charakterystyczną były też przylegające do siebie klawisze, co ułatwiało pisanie SMS-ów – coraz tańszych. Tęsknię za czasem, kiedy musiałam wyklikać jakiś klawisz ileś razy, aby wybrać odpowiednią literkę. Pisanie SMS-ów jedną ręką już pewnie nie wróci. Teraz mało kto w ogóle je pisze albo pisze mówiąc.

Swoją drogą to ciekawe – kiedyś telefony się po prostu miało, długo. Teraz zmieniamy je często, bo można je kupić wszędzie albo dostać “za złotówkę”. A piszę o tym, bo SiemenS C65 przeżył ze mną prawie całe liceum i 2 lata studiów. Całkiem sporo.

Źródło: Wikipedia

Potem jednak przyszedł czas na coś innego. Na darmową nawigację w telefonie!

Nokia Navigator 6210 – telefon z drugiej ręki

Pamiętam, że strasznie nakręciłam się na Navigatora. Był jak na moją studencką kieszeń strasznie drogi. Postanowiłam więc, że kupię od kogoś używkę w dobrym stanie. Zapłaciłam za nią coś około 500 złotych, o ile się nie mylę. Całkiem sporo, tak, jak mówiłam. No ale miałam nawigację! Coś bez czego teraz ciężko mi poruszać się po obcym mieście, czy to samochodem, czy też pieszo. Wtedy jakoś się nie gubiłam, od tej pory zaczęłam. Myślę, że Navigator przyczynił się do tego, że teraz na obcym terenie zdarza mi się skręcić w lewo, zamiast prawo, bo w sumie co za różnica, a rozładowana bateria sprawia, że moje serce przyspiesza. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że to był już czas kolorów i aparatu, który robił jeszcze lepsze zdjęcia?

Źródło: x-mobile.pl

Czas między idiotfonem a smartfonem

Po drodze miałam jeszcze kilka telefonów, głównie na chwilę, ale nie miały niczego szczególnego, pewnie dlatego ich nie zapamiętałam. Były czasy, kiedy miałam dwa – jeden miał kartę z pakietem SMS-ów za grosz. Zobaczcie, jaki przeskok. Kilka lat wcześniej, 160 znaków kosztowało około 60 groszy. Jak ludzie wtedy funkcjonowali? 😉

Dotykowy, mądry Samsung

Dotykowy. Wtedy wydawało mi się, że każdy dotykowy telefon jest smartfonem. Wtedy też zdecydowałam się na przejście z karty na abonament, żeby dostać dotykowego Samsunga. Pamięć mnie trochę zawodzi, jeśli chodzi o model. Prawdopodobnie był to Samsung S5560. Pamiętam sytuację, w której dostałam przesyłkę. No faktycznie dotykowy…kurde, jak ja to będę obsługiwać?! Przyznaję, że na początku łatwo nie było. Potem zaczęliśmy się poznawać. Aplikacje….co to są aplikacje. Aha, okej, już wiem. O, mogę odbierać tutaj pocztę i oglądać Youtube – spoko! Mój Samsung był szybki – wytrzymał ze mną 2 lata, po czym stwierdziłam, że chyba się pogryzę – to dziadostwo działa tak powoli!

Źrodło: plebis.eu,. Prawdopodobnie mój przedostatni telefon, nie jestem pewna modelu.

Smartfon z wyższej półki – HTC One M7

Ciułałam na Navigatora na studiach, to teraz mogę sobie pozwolić na smartfona z wyższej półki. Do wyboru miałam dwa najlepsze na tamte czasy smartfony na rynku – Samsunga S4 i właśnie HTC One. Wybrałam ten drugi, bo naoglądałam się video ze skrzypiącą obudową w tym pierwszym. HTC One M7 był też po prostu ładny, elegancki i sporych rozmiarów. 4,7-calowy ekran, mocny procesor, 32 GB pamięci, rewelacyjny aparat i świetne głośniki. Miałam wszystko. To wszystko kosztowało mnie 350 złotych w salonie i 140 zł miesięcznie przez 3 lata. Telefon poza salonem kosztował jakoś 2000-2500 złotych. Tyle jednorazowo nie miałam.

HTC One M7 przeżył ze mną sporo. Wiele wzlotów i upadków. Tych drugich przede wszystkim. Pewnie smartfon z niższej półki dawno rozsypałby mi się w drobny mak, HTC ma dziś dwa pęknięcia na szybce, ale pod światło są niewidoczne, można z niego też z powodzeniem korzystać. I pewnie korzystałabym z niego do dziś, gdyby nie aparat. Nie wiem dokładnie co się stało – czy porysowałam, czy dostała się tam para wodna, czy też stało się coś innego, ale szybka aparatu zaszła mgłą. Czytałam, że to częste i że wymiana jest droga. HTC One M7 służy mi do dziś, jako drugi telefon i to jeden z dwóch, które uważam, ża warte swojej ceny. Teraz można go kupić za 500-700 złotych.

Źrodło: plebis.eu

 

Cześć iPhone – nie mogłam się Ciebie doczekać!

Łaziłam i marudziłam dobrych kilka miesięcy, zanim go kupiłam. Bo przecież mam HTC, bo przecież jeszcze tyle do końca abonamentu, bo to przecież ponad 2000 zł! W końcu zdecydowałam – kupuję. Tylko który? Wybierałam między iPhone 5S a iPhone 6 – różnica w cenie nie była duża. W końcu zdecydowałam się na starszy model. Dlaczego? Bo był dla mnie ładniejszy i mniejszy. Trochę zmęczyło mnie korzystanie z 4,7-calowego HTC, chciałam czegoś mniejszego.

Mój obecny smartfon sprawuje się dobrze, a ja wsiąknęłam w ekosystem Apple. Teraz już na porządku dziennym jest dla mnie to, że odbieram telefon Macbookiem, kiedy iPhone’a nie ma pod ręką, że zdjęcia lądują w chmurze i mam do nich dostęp z dowolnego urządzenia. Jedyne, co mnie uwiera w iPhonie to pamięć. 16GB to dla mnie jednak decydowanie za mało. Kto by pomyślał, że zdjęcia mogą zajmować tyle miejsca.

Kolejny krok? Zbieram do skarbonki na iPhone SE – obecnego oddam albo sprzedam. Niestety przy iPhone 5S popełniłam jeden błąd, a właściwie dwa. Nie kupiłam szkła hartowanego na ekran. Gdybym to zrobiła, być może 4-miesiące temu, nie miałabym pęknięcia na ekranie (wypadek na lotnisku, telefon został przyciśnięty przez mój koszyk z elektroniką przez panią, która blokowała kolejkę przede mną :|). Niby też niewidoczne pod światło, ale jednak trochę psuje estetykę ;).

iphone5s
Źrodło: cnet.com

 

Teraz czas na Was. Napiszcie w komentarzu, jaki był Wasz pierwszy telefon i jaka była droga do obecnego. Jak wspominacie “tamte czasy” w porównaniu z obecnymi?

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *